Przełaj w kolorze młodego buraka.

Na początku było słowo, które najprawdopodobniej brzmiało „rower” – muszę, po prostu muszę zacząć od początku, bo inaczej cała ta moja pisanina nie będzie zrozumiała.

Zatem, skoro już pojawiło się słowo, to kolejnym etapem, z drobnymi modyfikacjami, które pominą fazę produkcji (nieba na niebie, ziemi na ziemi, przerzutek Shimano, ptaków śpiewających i obręczy kapslowanych), będzie oczywiście zrywanie jabłka z drzewa, które rosło w Raju, albo może w Poznaniu. Z resztą nie ważne gdzie rosło, ważne że rwanie owo stworzyło podział na to co dobre w sensie dobre, i na to co złe w sensie złe. Więc nie będzie tu raczej chodzić o zupę botwinkę z kuchni mojej żony, która to zupa jest sama w sobie dobra, ale mi nie smakuje, więc postrzegam ją jako złą, ale o rzeczy zasadnicze, ponadczasowe i nie podlegające. Najogólniej mówiąc te wielkie rzeczy związane są z posiadaniem. Nie będę się tu rozpisywał, bo przecież większość czytała Biblię, obił się im o uszy Dekalog, czy byli na filmie Władca Pierścieni. Powiem jednie, że jeśli ja mam, to to jest dobre. Jeśli ty masz, to to w zasadzie również jest dobre. Jeśli ty mi zabierzesz albo będziesz świadczył przeciw temu abym ja miał, to to jest złe, a jeśli ja miałbym ci zabrać lub świadczyć przeciw, to to jest jak z tą botwinką. Oczywiście przedmiotami posiadania mogą być różne rzeczy. Może być to dobre imię, karbonowa rama, chudy tyłek, może to być garstka ryżu, zdrowie czy życie, albo granica od morza do morza. No ale dość już tego filozofowania, bo w sieci jest kilku kolarzy lepszych w tej dziedzinie.

Zerwałem więc i ja to jabłko. Nie była to polska kosztela ani nawet apfel z północnego Tyrolu tylko rower przełajowy. Pojawił się on w moim garażu i od razu odsunął w odstawkę rower górski.
Jazda na przełaju to niepowtarzalne doświadczenie. Wymaga dużego zaangażowania i uważności, trzeba mieć również mocną nogę i dysponować dobrą techniką, jeśli chce się osiągać jako takie prędkości. Spodobało mi się to od razu, tym bardziej, że CX daje swoistą wolność wyboru trasy. Sprawdza się i na szosie i na szutrach, a i lasem po singlach również pojedzie. Tak więc się wkręciłem na tyle, by po niedługim czasie się zorientować, że koła w moim góralu już od kilku miesięcy nie są pompowane a opony czule tulą się do terakoty. I znowu odezwał się we mnie głos sadownika. Skoro góral stoi a ty pragniesz mieć pieniądze (potrzebne na doposażenie nowego roweru szosowego) to trzeba górala sprzedać. Słowo stało się ciałem i zamieszkało w moim garażu w postaci nowego pomiaru mocy do Treka oraz dwóch plam na podłodze po mleczku, które wyciekło ze sflaczałych opon roweru górskiego. Nie będę ukrywał, że patrząc na to puste miejsce w garażu czułem w ustach pewien posmak, który dzisiaj (jest wiosna i są nowalijki w warzywniakach) określiłbym jako świeży liść z młodego buraka. Ale co tam, tłumaczyłem sobie, lubię warzywa, więc o czym właściwie mowa?

przelaj

Tutaj pozwolę sobie na małą dygresję. Kilkanaście dni temu rozmawiałem z moim przyjacielem na temat tego, co nas najbardziej pociąga w kolarstwie. Nie musimy się między sobą krygować, więc szybko stanęło na tym, że i jego i mnie najbardziej rajcuje nie tam jakiś szum gum czy wiatr we włosach, nawet nie puls powyżej 180 przez godzinę i błogie lenistwo po treningu, ale rywalizacja. Rywalizacja z innymi kolarzami oraz rywalizacja z samym sobą. Być lepszym od innych, być lepszym od siebie.

Czas podobno upływa, pory roku zmieniają się, po zimie nastaje wiosna, a wiosną zaczyna się ściganie. Dla mnie zaczęło się wczoraj na XII maratonie MTB w Wejherowie. Na maratonie tym byłem już trzy razy. W 2011 roku, bodajże w 2012, oraz w 2013, kiedy zająłem 12te miejsce z bardzo dobrymi odczuciami co do swojej jazdy. Link  Oto fotka z 2011 pt. „Na mecie” (i nie chodziło tu o popularne w swoim czasie miejsce zaopatrywania się w alkohol z drugiego obiegu jak sugerować może mój wygląd):

2011_wejherowo

Tym razem jednak stanąłem do boju na rowerze przełajowym. Trasa miała się nadawać, sporo płaskich szutrów, bardzo mało przewyższeń oraz odcinki asfaltowe powinny dawać przewagę CXowi – jak nie tam, to gdzie? Nie było Irka, który kazałby mi się pchać na początek startu, więc ustawiłem się w środku stawki. Jak się okazało, było to dobre posunięcie. Raz, że pozwoliło mi na przeprowadzenie ożywionej dyskusji z koleżanką na temat tego, że każdy może robić ze swoimi pieniędzmi oraz grubą dupą to, na co ma ochotę i innym nic do tego. Dwa, że dzięki temu czas do startu szybko minął, a wreszcie trzy, że nie blokowałem tych szybszych. Bo jak się zaraz okazało trasa zdecydowanie nie pozwalała na to, aby utrzymywać prędkość najlepszych kolarzy jadących na góralach. Odcinki o nierównej nawierzchni, z wystającymi korzeniami, czy nawet dołkami i górkami sprawiały, że musiałem masę energii wkładać aby utrzymać jako takie tempo a i tak, czy to z prawej, czy to z lewej, wciąż wyprzedzali mnie inni. Po odcinku trudniejszym pojawiły się szutry. Tutaj przełaj się sprawdził. Odrobiłem trochę miejsc, rzeczywiście można było przycisnąć. Trasa jednak została zmieniona i nie było oczekiwanego przeze mnie asfaltu. Trochę się spaliłem cisnąc na tych szutrach, straciłem czujność i gdy znowu wjechaliśmy w sekcje koleistotrawiastomokrą, zaliczyłem glebę. Nic strasznego ale niesmak pozostał – na góralu bym tego nawet nie zauważył. Napierałem jednak dalej, tym bardziej że znowu było trochę szutru. Na pętli był jeden większy podjazd na bruku. Tam przekonałem się, że nie jest ze mną najgorzej, ponieważ wyprzedziłem grupę około 10 kolarzy, do której przed podjazdem traciłem mniej więcej 100 metrów.

cobbles1

Szybko jednak straciłem dobre samopoczucie, gdy objechali mnie wszyscy oni na zjeździe. Na pierwszym kółku miałem jeszcze przygodę związaną z dobiciem koła na kamieniu ukrytym w błocie (sporo chłopaków rozcięło tam dętki), blokadą tylnego hamulca i kilkudziesięciosekundowym postojem. Do tego wszystkiego pojawił się ból kręgosłupa. Chociaż w planach miałem dystans mega (czyli dwa kółka) chciałem zejść z trasy już po pierwszym. I zlazłbym, gdybym się zorientował, gdzie trzeba skręcić. Dziwne, bo meta była ustawiona tam, gdzie w poprzednich latach. Widocznie jednak takie było inshallah – szybko to zrozumiałem i postanowiłem jechać jeszcze jedno, tak jak pierwotnie zakładałem, ale już lżej i bez napinki. Tutaj już większych historii nie było. Jechałem sobie w grupie kilku osób. Gdy zaczęły się sekcje techniczne (jak to brzmi – gdybym jechał na góralu, to wstydziłbym się tak napisać), okazało się, że nie mam tylnego hamulca a obręcz jest krzywa. Do mety dojechałem spokojnie zajmując miejsce 56te. Na szczególną uwagę zasługuje fakt, że 5+6 równa się 11, mój numer startowy to 344 (3+4+4=11) a ja urodziłem się jedenastego listopada (11.11).

Acha, a na obiad była botwinka.

Reklamy

3 thoughts on “Przełaj w kolorze młodego buraka.

  1. No nie! jak nie piszesz, to nie piszesz…. Ale jak juz się zabierzesz do blogowania! No, Piotrze…. jestem pod wrażeniem 🙂

  2. No i przez to nasze zamiłowanie do rywalizacji, niestety, psujemy sobie zabawę zajmując dalekie miejsca na zawodach. Więc następne zawody powinniśmy sobie wygrać. Albo na pocieszenie powinniśmy złoić tyłki wszystkim kolegom urywając ich na ustawce.
    Wpis bardzo ciekawy, szczególnie zainteresowało mnie odniesienie kulinarne. Zdałem sobie sprawę, że nie jadłem chyba nigdy botwinki. Zwłaszcza intrygująca jest Twoja recenzja botwinki jako dobrej samej w sobie, acz nie smakującej Ci w ogóle. Muszę spróbować botwinki.

  3. Dzięki Aga! Miło czytać takie słowa, szczególnie od Ciebie, która rozpoczęła z takim impetem karierę literacką!
    Irek, jak zwykle trafiasz w punkt. Tylko jak się tego zamiłowania wyzbyć? Jak startować w zawodach i nie liczyć na sukces, niechby nawet w porównaniu do siebie z przed roku? Jak na ustawce, na której idzie tempo, nie starać się utrzymać z najlepszymi? Nie pokazać im, że również ma się nogę? Ciężko pozbyć się tej chęci posiadania przewagi, aprobaty, uznania. Ciężko nie zrywać tego jabłka, nawet jeśli w smaku będzie ono słodko kwaśno metaliczne, jak zupa z liści młodych buraków.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s